Upał.
3 czerwiec 2008
A no tak...mamy czerwiec...a jak to w czerwcu bywa, słońce grzeje niemiłosiernie. Jako, że zbliża się koniec roku, a nauczycielom nagle przypomniało się, że nie można wystawić ocen końcowych bez ocen cząstkowych i zasypują nas- biednych uczniów- kartkówkami i sprawdzianami, nie było czasu na dłuższy spacer z psem. Postanowiłam jej to wynagrodzić i zabrałam ją nad staw. Był ranek, ale mimo to temperatura wynosiła ponad 27 stopni Celcjusza. Chapsia wystawiła jęzorek z paszczy. Pewnie gdyby mogła się pocić, to utopiłaby się we własnym pocie... Ale cóż...znalazłyśmy takie ładne miejsce, z wejściem do stawu. Słyszałam żaby. Wiedziałam, że to już tylko kwestia czasu, aż Chapsia zajrzy do wody zaciekawiona kumkaniem. I tak się stało. Najpierw powoli wsadza jedną łapkę do wody. Nie reaguję. Wiem, że nie odważy się wejść głębiej. A tutaj...szok! Chapsia ,jakby oszalała, w momencie wskoczyła do wody i zadowolona przyniosła patyk, który pływał po powierzchni. Była już mokra, więc nie widziałam przeszkód, żeby pobawiła się jeszcze w wodzie. Rzuciłam patyk. Przyniosła. Jeszcze raz. Znów przyniosła. Potem jednak ,kiedy zaczęlo się robić coraz goręcej, poszłam do domu, bo nie mogłam wytrzymać na dworze. A mogłam wskoczyć do stawu...
Komentarze
Komentarz?
Załóż konto i/lub zaloguj się by skomentować ten wpis

Daria napisał(a):